Start
Wystawa Hi-End w Monachium 2014
Reimyo

Na tegorocznej wystawie Hi-End w Monachium nie mogło zabraknąć sprzętu marek należących do firmy Combak Corporation. Jak zawsze, prezentacja dziedzictwa Kazuo Kiuchiego odbyła się za pomocą produktów Reimyo oraz akcesoriów Harmonixa. Zanim nadmienimy słowo o poszczególnych składowych toru, część akapitu należy się pomieszczeniu oraz otoczeniu. Było iście po japońsku... skromnie, minimalistycznie, bez gablot przeładowanych tańszą oraz droższą elektroniką w towarzystwie całej gamy banerów zewsząd atakujących odwiedzających.

Pomieszczenie, które przyozdobiono czerwonymi kotarami świetnie się komponowało z ilością dostępnego miejsca, słuchacze mogli wygodnie usadzić swoje szanowne cztery litery w kilku rzędach krzeseł. Od gwoździa programu, o którym za chwileczkę, oddzielały ich poustawiane tu i ówdzie naczynia wypełnione wodą oraz kwiatami. Od samego patrzenia na nie człowiek się uspokajał, relaksował i wprawiał w nastrój odpowiedni do odprawiania celebracji, jaką jest odsłuch dźwięku wykreowanego przez znamienitą elektronikę szacownego Kiuchi Sana. Facet może i ma głowę przyprószoną siwizną, ale spoczywa ona na niezłomnym karku, stąd pracuje jak należy, wymyśla określony sposób na wykreowanie nie tylko dźwięku, ale też całej otoczki mu towarzyszącej. Nie sposób go za to nie lubić, nawet jak się go nie zna.

Wystawę Combak Corporation prowadził niestrudzony Virgil Warren. Ten facet to typowy stoik, tu uśmieszek, tam drugi, ale twarz w dalszym ciągu pokerowa. Poczucie humoru tego faceta to mistrzostwo świata, a kto go nie poznał, niech żałuje, bo sporo stracił. Wydawać by się mogło, że do prowadzenia prezentacji tak znamienitej elektroniki jak Reimyo jest potrzebny człowiek zwinny niczym jeleń, spokojny niczym... nieważne. W każdym razie Virgil stanął na wysokości zadania, raz po raz rzucając anegdotami ze świata, dotyczącymi rzeczy przyzwoitych oraz... tych przyzwoitych inaczej. Kiedy można było sobie na to pozwolić, było zabawnie, wręcz szampańsko, a gdy sytuacja tego wymagała - zapadała cisza, a ludzie zbierali szczęki z podłogi i płakali nad niedolą ich portfeli. Tak, kto słyszał Reimyo w akcji, ten wie. Na próżno szukać drugiego tak muzykalnego systemu. Z pozoru może się wydawać, że nic wielkiego się nie działo, że ten dźwięk nie wybija się ponad te zasłyszane w pozostałych salach. Ale gdy już się z nim człowiek oswoi, ten wciąga się niczym pląsanie po bagnach pośrodku kampinoskiej puszczy w jesienną, smutną noc.

Gwarantem tych, jak by nie było pozytywnych wrażeń, jest system składający się z flagowych osiągnięć technicznych Kiuchi Sana - przetwornika c/a DAP-999EX Limited, transportu CDT-777, stabilizatora ALS-777, lampowego przedwzmacniacza CAT-777 MKII oraz stereofonicznej końcówki mocy KAP-777. Całość została okraszona akcesoriami i kablami Harmonixa, podłączona do kolumn marki Verity Audio. Kto nie był, ten niech żałuje, nie tracąc czasu tym samym i już teraz organizując sobie następną krucjatę do ziemi świętej branży audio - Monachium. Jak mówimy, że warto, to tak właśnie myślimy.  

 


 

Albedo

Włochy, kraj niezwykły. Oprócz pizzy, kilku osobistości związanych ze sztuką, teatrem oraz pewnym popularnym serialem nt. przygód niegdysiejszej rodziny papieskiej, Włochy słyną również z zamiłowania do tego, co piękne. Taki już urok nadmorskich krajów co cieplejszych części świata. Najwyraźniej słońce w połączeniu z morzem sprzyja tworzeniu rzeczy pięknych. W każdym razie w wiadomym kraju nie brak osób, które lubują się też w pięknie muzyki. A skoro tak, to trzeba mieć jej na czym słuchać. Stąd żadnym zaskoczeniem jest fakt, że we Włoszech jest bardzo dużo firm trudniących się świetnie wyglądającą, ale też grającą aparaturą. Chociażby Sonus Faber z tamtego kraju pochodzi, ale to już pewnie wiesz, szanowny Czytelniku.

Jest jeszcze jedna firma, która prężnie się rozwija i już zyskała sobie światową renomę, choć ma w swojej ofercie zaledwie trzy produkty. Ale jakie! O tym za chwilę. W każdym razie chodzi o Albedo, włoskiego, a jakże, producenta pasywnych zespołów głośnikowych. Firma ta jest na tyle znana, że jest obecna na każdej wystawie w Monachium, oraz kilku innych. Prowodyrem całego zamieszania jest Massimo Costa, człowiek, który nadspodziewanie dużo uwagi przywiązuje do linii transmisyjnej w swoich produktach. Wydawać by się mogło, że to rozwiązanie jest kontrowersyjne. Ale twórca skrzynek Albedo dosadnie udowodnił wszystkim odwiedzającym wystawę Hi-End w Monachium, że gdy jest należycie zaaplikowane, dosłownie czapki z głów spadają, nie przesadzamy. Odwiedzający dosłownie zbierali szczęki z podłogi, tak byli zaangażowani w dźwięk płynący z flagowego modelu Axcentia.


Ale oprócz dzieła życia Massimo Costy można było podziwiać również jego drugi produkt, model Aptica. Widać po nim, że należy do tej samej, świetnie brzmiącej rodziny. Choć nie tylko jakość dźwięku je poniekąd łączy. Wykonanie to również ważny przystanek na drodze do produktu ze wszech miar udanego. Tutaj Albedo błyszczy niczym supernova. Skrzynki są przepiękne, to ozdoby każdego pomieszczenia, a nie maszkarony. Co więcej, są zupełnym przeciwieństwem oferowanej przez Skandynawów surowości. Dominują drewniane faktury w postaci naturalnych fornirów oraz wyżłobienia we frontach. Cechą szczególną kolumn Albedo jest też pochylenie pudeł rezonansowych do tyłu oraz umiejscowienie ich na wyjątkowo masywnych, stalowych podstawach. Prezencja pierwsza klasa, zerknijcie zresztą na zdjęcia, one powiedzą więcej niż wszystkie słowa razem wzięte. Od niedawna oficjalnym dystrybutorem kolumn marki Albedo jest firma Moje Audio. Ale czymże byłby pokaz możliwości każdej pary skrzynek bez towarzyszącej im elektroniki? Obydwa produkty podłogowe były podłączone do monobloków firmy Angstrom oraz ustawione na wyjątkowych, dość surowych podstawach antywibracyjnych Music Toolz, również o włoskim pochodzeniu.




Amphion

Amphion to firma niezwykła, można śmiało rzec, że jest utożsamieniem tego, co w Finalndii najlepsze. Zewsząd bijący minimalizm, oszczędność formy, atrakcyjna cena, no i jakość dźwięku taka, jaką być powinna, czyli podchodząca wszystkim, bo z każdej strony uniwersalna. Stoisko Amphiona było umiejscowione przy wejściu jednej z hal, co może się wydawać niefortunne. Ale najwyraźniej szef firmy - Anssi Hyvonnen - wie, co robi. Odwiedzających mu nie brakowało, najwyraźniej zainteresowanych ciekawą, oszczędną ale kompletną ekspozycją jego grających cudeniek. Co w nich takiego niezwykłego?


Skrzynki Amphiona mają za zadanie sprawować się w każdych warunkach. Oznacza to, że większość z nich zagra na przysłowiowy pełny gwizdek niezależnie od tego, czy jest umiejscowiona na półce przymocowanej do ściany, biurku czy na podstawkach w salonie. Uniwersalność jest jednym z pryncypiów Amphiona, co tegoroczna wystawa w Monachium dosadnie udowodniła odwiedzającym. Anssi nie boi się przystawiania swoich produktów blisko ścian, nawet pomimo tego, że te nie mają tuneli bas-refleksu na frontach. Mało tego, do niedzielnego odsłuchu takie właśnie ustawienie poleca. Co więcej, jest zwolennikiem cicho pracujących kolumn, uważa, że jeżeli produkt jest odpowiednio dobry, nie trzeba przesadzać z potencjometrem na przedwzmacniaczu. Coś w tym niewątpliwie jest, bo skrzynki Amphiona są detaliczne i tonalnie wyrównane, ale na tyle muzykalne, że nie męczą.


Ekspozycja Amphiona składała się w wielkiej, kilkumetrowej ściany wyłożonej pojedynczymi modelami podstawkowych oraz podłogowych kolumn Helium 510 w różnych wariantach kolorystycznych. Wyglądało to świetnie, właściciel firmy prezentował się na tej ściance nadspodziewanie często. Zaraz obok był umieszczony telewizor, a po jego bokach jeden z nowych produktów Amphiona - płaska, naścienna konstrukcja o nazwie Helium600 Inwall. Współpracowała z elektroniką Antelope Audio. Dosłownie kawałek obok zaprezentowany został nowy, owiany jeszcze tajemnicą model kolumny z baterią przetworników na każdej ze ścian. Ma ona pracować w trudnych akustycznie warunkach, jest dedykowana miejscom takim jak np. kościoły. Kolejna nowość to model Argon 0, konstrukcja będąca pomostem pomiędzy najmniejszym w ofercie Ionem, a Argonem 1, czyli pierwszym poważnym modelem w ofercie Amphiona. Argon 0 również pracowały z elektroniką Antelope Audio; przetwornikiem c/a Zodiac, zegarem 10M oraz zasilaniem Voltikus.



Hegel

Hegel to firma o ugruntowanej pozycji na naszym rynku. Jest na wielu płaszczyznach podobna do Amphiona. W jej ofercie są produkty z segmentu premium, ale w przystępnej cenie. Choć to nie wszystko, bo skandynawski minimalizm jest posunięty w przypadku jeszcze dalej niż u Amphiona. O ile grające skrzynki da się zrobić minimalistyczne i nie jest to przesadna sztuka, stworzenie wzmacniacza zintegrowanego, który wtapiałby się w salon to wyższy stopień skomplikowania. Heglowi się jednak udało. W przypadku tej firmy nie ma znaczenia, czy mowa o flagowej końcówce mocy H30, o relatywnie budżetowej integrze H80, czy o przenośnym wzmacniaczu słuchawkowym i przetworniku c/a w jednym - SUPER. Wszystkie po prostu znikają w otoczeniu niczym kamfora i to jest ich bardzo mocna strona.


Założyciel Hegla - Bent Holter - to inżynier z wykształcenia. W swoich produktach zaszczepił on kilka opatentowanych rozwiązań, chociażby technologię Sound Engine. To m. in dzięki niej produkty jego firmy radzą sobie często ze znacznie droższą konkurencją, są bardzo lubiane nie tylko pośród dziennikarzy, ale też ludzi poszukujących prawdy na audiofilskich forach. Oni nie dają sobie wciskać kitu, ale uznanie dla Hegla mają, to bardzo dobrze świadczy o jej produktach. Na tegorocznej wystawie w Monachium Hegla nie zabrakło i choć pomimo tego, że właściciel firmy nie miał za dużo nowości do pokazania, te, które zostały oddane do odsłuchu odwiedzających powodowały uśmiech na ich twarzach.


śród nowości znalazł się przetwornik c/a o nazwie HD12. To następca modelu HD11, ale z wbudowaną funkcją odtwarzania plików DSD, znanym z wyższych modeli firmy wyświetlaczem, a także, to nowość, gniazdem słuchawkowym o średnicy 6,3 mm. Pominąwszy model SUPER, HD12 to pierwsza biurkowa integra, w której pomyślano o tych z Was, którzy korzystają ze słuchawek. To bardzo duży rynek, ich entuzjastów nie brakuje i pozostaje się tylko cieszyć, że Hegel również podąża tą drogą. Oczywiście na stoisku Hegla można było również posłuchać flagowej elektroniki firmy w towarzystwie świetnych skrzynek KEF-a, podłogowego modelu Blade. A dla fanów biurkowego audio czekał HS12 w parze z modelem X300A tej samej firmy.

 


 

Lumin

Lumin to firma, która zasłynęła z jednego urządzenia, które samo z siebie nie zagra, to w końcu odtwarzacz sieciowy, w dodatku niezwykły. Zainteresowanie rynku tym produktem - modelem A1 - jest nieprawdopodobnie duże, jest on często porównywany ze sprzętami kilka, kilkanaście razy droższymi i często wychodzi z tych starć z tarczą. W dodatku to niepozorne i bardzo eleganckie cacko, nic dziwnego, że wielu osobom się podoba. Nie widać po nim tego całego audiofilskiego przepychu, a jedynie skromność, oszczędność formy. Brzmienie każdy fan hi-endu zna, jest ponad wszelką wątpliwość znakomite, a jego możliwości przyłączeniowe sprawiają, że może pracować w roli transportu i źródła w jednym w praktycznie każdym systemie stereo, jaki tylko jest.


Produkty Lumina były częścią bez mała kilkunastu systemów na tegorocznej wystawie Hi-End. Często były zestawiane z elektroniką znacznie droższą. Jednakże jedno pomieszczenie wprawiało w osłupienie wszystkich, ale nie pod względem ceny, ale warunków odsłuchowych. Wyobraźcie sobie, że w jednej z hal wstawiono drewniany domek, który w istocie był niewielką salą odsłuchową. Przez szyby można było zajrzeć do środka. W tym pomieszczeniu rodem z lasu panowały nadspodziewanie przyjazne warunki do odsłuchu, było po prostu cicho, czego nie można powiedzieć o większości sal wystawowych. Rzeczony pokoik był też bardzo przytulny, dość niewielki, w środku była jedynie kanapa oraz kilka foteli, a zatem liczba odwiedzających również była bardzo ograniczona. To przełożyło się bogactwo wrażeń, w takich warunkach zdecydowanie przyjemniej się słucha muzyki. Ale spośród całej aparatury audio, która była umiejscowiona na wprost słuchaczy wyróżniał się właśnie Lumin, można rzec, że wręcz tam nie pasował.


Już spieszymy z wyjaśnieniami: elektronika towarzysząca Luminowi S1 również była drewniana, a on sam jaki jest, wszyscy wiedzą - srebrny. To dobrze dla właścicieli marki, w końcu dlatego się wyróżniał. Pracował ze wzmacniaczem dzielonym Trafomatic Audio oraz parą kolumn "pseudopodłogowych" SoundKaos, ulubionych skrzynek Srajana Ebaena z portalu 6moons.com. Znakomicie grał ten zestaw, bardzo muzykalnie i detalicznie. Ale to nie wszystko. Zaprezentowano również kilka nowych urządzeń marki Lumin, m. in. nowy model flagowy, znany jako S1. Nie obeszło się też bez pokazania starszej konstrukcji, czyli S1, a także nowego, tańszego, który jest oznaczony jako T1. Było na czym oko zawiesić, było czego posłuchać, w dodatku w nadspodziewanie sprzyjających warunkach.

 


 

iFi Audio

W Monachium nie mogło zabraknąć legendarnej firmy AMR. No dobrze, może niekoniecznie sprzęty AMR-a były pokazywane, ale marki córki - iFi Audio. Te maleństwa są na rynku relatywnie od niedawna, ale narobiło się dookoła nich tyle zamieszania, że byłoby to dla wielu osób dziwne, gdyby produktów spod ręki Thorstena Loescha w Monachium nie było. Stanowisko iFi Audio było skromne, ale naszpikowane tym, co rzeczona firma ma najlepsze w ofercie. Ale to nie wszystko, pojawiło się kilka nowości, w tym rzeczy niespodziewane, ale jak najbardziej pasujące do AMR-a.


Na stoisku iFi Audio można było posłuchać muzyki, w której pracował system oparty na najnowszym tworze angielskich inżynierów, czyli iDSD, ale w dwóch wersjach - Nano oraz Micro. Co ciekawe, iDSD Micro to poniekąd produkt crowdfundingowy. Oznacza to, że na kilku dedykowanych słuchawkom forach internetowych, w tym największym - Head-Fi.org - ludzie z iFi obwieścili stosownym wpisem, że w ręce społeczności oddają ich następny produkt. Zdradzili jedynie wstępny zarys, czyli to, że celują w produkt przypominający iDSD Nano, ale mający być jego pełnowymiarowym rozwinięciem. Oddali do dyspozycji forumowiczów ankietę, za pomocą której ci głosowali na te aplikacje, na których im zależy. Mogli zatem wybrać liczbę oraz rodzaj wejść i wyjść, dodatkowe funkcje, a nawet dyskutować o wykorzystanym przetworniku c/a oraz sposobie, w jaki konwertuje on dane z postaci zerojedynkowej na analogową. Umieszczanie projektów na serwisach pokroju Kickstartera to żadna nowość. Ale spece z iFi zamiast salwować się opiniami przypadkowych osób, postanowili zasięgnąć opinii największej i najprężniej działającej społeczności słuchawkowej na świecie. Nie sposób odmówić im odwagi oraz pomysłu. W końcu wielu rezydentów Head-Fi.org zna się na elektronice, ma swoje ulubione układy, a co najważniejsze, są merytorycznie kompetentni aby usprawiedliwiać swoje wybory.

Oprócz iDSD w dwóch wersjach na stanowisku pracowały w torze również inne produkty iFi Audio. Zadbano o ponadczasowy bufor lampowy iTube, filtr sieciowy iUSBPower, a także wzmacniacz słuchawkowy iCan. Całość była podana na wyjątkowo apetycznej platformie o nazwie iRack. Ale to nie wszystko. Chyba największe emocje wzbudził produkt będący jeszcze w fazie wewnętrznych testów, o nazwie Stereo 50. To kompletny system, który składa się z pasywnych, dwudrożnych monitorów 2.0, przetwornika oraz wzmacniacza zintegrowanego. Całość jest podana w znakomitej, vintage'owej obudowie, do produkcji której użyto elementy drewniane oraz aluminiowe. Oczywiście kolumny pracują w osobnych skrzynkach. Pomimo starodawnej formy jest to urządzenie ze wszech miar nowoczesne. Ma zaaplikowane wszystkie dobrodziejstwa znane z innych urządzeń iFi Audio, a ponad to opartą na lampach sekcję wzmacniającą. Zresztą zerknijcie tylko na zdjęcia, one powiedzą więcej niż nasze słowa. Czujemy w kościach, że już wkrótce zrobi się o tym produkcie nieprzyzwoicie głośno.



 

Bakoon

Firma Bakoon jest jedną z tych, które praktycznie z dnia na dzień, z nikomu nieznanej manufaktury stały się graczem numer jeden na rynku niedużych, umiarkowanie wycenionych, ale też świetnie brzmiących urządzeń audio. Miał w tym swój niemały udział jeden z najbardziej znanych na świecie dziennikarzy, którzy zajmują się sprzętem grającym - Srajan Ebaen. Okazało się, że za znakomitą jakością brzmienia koreańsko-japońskich cacek stoi wyjątkowo wyszukany, dyskretny moduł wzmacniający o nazwie SATRI. Polega on na amplifikacji sygnału w domenie prądowej, a nie napięciowej. Pomimo tego, że ta topologia jest znana już od dawna, na napięciu pracuje się łatwiej i wszyscy wybierają sygnał właśnie w takiej postaci. To nie przeszkodziło jednak współzałożycielowi Bakoona - Akirze Nagai - nad prowadzeniem badań. Opatentował on obwód SATRI już dekady temu, ale nie znalazł zastosowania dla niego, aż do czasu poznania Soo In Chae - Koreańczyka o wyjątkowym zmyśle estetycznym. To właśnie on jest odpowiedzialny za wizualną stronę produktów Bakoona.

Firma Bakoon zasłynęła ze znakomitego wzmacniacza słuchawkowego oraz typowego, stereofonicznego, który jest przeznaczony do pracy z kolumnami pasywnymi. Jednakże trzeba przyznać, że nie ma znaczeni to, o jaki produkt z jej portfolio się rozchodzi, każdy wzbudza bardzo duże emocje i z miejsca jest bardzo przychylnie traktowany zarówno przez prasę, jak i szczęśliwych nabywców. Bakoon to jedna z tych firm, o których nie przeczyta się złego słowa. Fakt, jest młoda. Ale start zaliczyła pierwszorzędny. W Monachium była obecna na stoisku firmy AudioNEXT, czyli jej niemieckiego dystrybutora. Można było posłuchać znakomitego wzmacniacza słuchawkowego HPA-21, czyli produktu, który jest uznawany za jeden z najlepszych na świecie, bez względu na cenę.


Ale najwięcej emocji wzbudzało najnowsze "dziecko" Bakoona - HPA-01. To mniejsza, lżejsza o znacznie tańsza wersja modelu HPA-21. Jednakże nie dajcie się zwieść pozorom, to urządzenie brzmi niesamowicie, słychać od razu, że ma bardzo dużo wspólnego z jego większym i droższym bratem. Nie tylko wzornictwo je łączy, zasilanie bateryjne oraz prądowe wzmacnianie sygnału również. Nie ma się co oszukiwać, to właśnie dzięki tym aspektom produkty Bakoona brzmią bezkonkurencyjnie w swojej klasie. Kolejną atrakcją była możliwość porozmawiania z Soo In Chae, we własnej osobie przybył na miejsce, chętnie odpowiadał na pytania, sprawował pieczę nad najnowszym sprzętem Bakoona. Zdradził też co nieco na temat przyszłości firmy, ale na detale musicie jeszcze poczekać. W każdym razie jest ona kolorowa, a Bakoon nie raz Was zaskoczy.

 


 

The Funk Firm


Wystawa Hi-End w Monachium to chyba jedyne takie miejsce, w którym można na własne oczy zobaczyć taką liczbę drogich, ekskluzywnych i wdzięcznych gramofonów. Nie zabrakło produktów Transrotora, Clearaudio czy Accoustic Signature, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Przechadzając się po halach monachijskiej wystawy nie można oprzeć się wrażeniu, że twierdzenie o wymarciu winylowych krążków jest po prostu błędne i kropka. Fakt, na stoiskach dominowały źródła cyfrowe, ale gdzie tylko nie spojrzeć, do wystawców uśmiechał się co i rusz jakiś gramofon. Oprócz tych flagowych i wartych tyle, co dobrej klasy samochód nie zabrakło też rozwiązań tańszych, a uznanych. Jedną z firm oferujących takie właśnie produkty jest The Funk Firm. Jej nazwa może i nie trąca powagą, ale jej produkty - jak najbardziej.


Arthur Khoubesserian to Anglik, a przy okazji "człowiek orkiestra", który w całości odpowiada za swoje produkty. Jest nie tylko konstruktorem, ale też testerem, no i ostatnim przystankiem na drodze do kontroli jakości, tuż przed zapakowaniem jego produktów do pudełek. Arthur po prostu o wszystko dba sam, taki z niego facet. Co więcej, swoją firmę reprezentował osobiście. Szybko okazało się, że ma on w głowie gramofonową encyklopedię, pisząc kolokwialnie. Już po kilku minutach rozmowy odwiedzający przekonywali się, że na temat winylowych krążków wie wszystko. Stąd raz po raz, ze stoickim spokojem tłumaczył tym, którzy zatrzymywali się przy jego stoisku, dlaczego zdecydował się na takie, an ie inne zwieszenie, ramię, napęd czy talerz. Nie było tam miejsca na marketingowy bełkot, Arthur jest konstruktorem bazującym z dużym stopniu na pomiarach, miał przy sobie stosowne ilustracje, które przedstawiały chociażby dlaczego jego ramiona nie są w środku puste. To właśnie dzięki takiej, an ie innej filozofii bardzo szybko był w stanie dotrzeć nawet do najbardziej opornych umysłów. To przemiły człowiek, bardzo spokojny, nieco wycofany. Wypisz wymaluj konstruktor, ale też świetna osoba do prezentacji tego, co jego firma ma w swojej ofercie najlepszego.


Co prawda nie dało się posłuchać na stanowisku The Funk Firm produktów Arthura, zostały wystawione jedynie ku uciesze oczu i obiektywów zwiedzających. Ale nic dziwnego, stoisko było niewielkie, stąd z pewnością nie pokazałoby pełni możliwości gramofonów, które są już bardzo dobrze znane i lubiane. Doceniła je spora liczba recenzentów, a kolejne materiały pewnie zaczną ukazywać się w nadchodzących tygodniach. W każdym razie na stanowisku The Funk Firm można było przyjrzeć się modelom Saffire FXR, Flamenca oraz Vector II Rega VTA, podpytać konstruktora o wykorzystane materiały, ceny, no i jakość brzmienia.

 


 

Graham Audio

Kojarzycie angielską firmę British Broadcasting Company? Znaną też jako BBC? Każdy szanujący się fan sprzętu audio powinien, zasłynęła ona z kilku naprawdę świetnych konstrukcji. Derek Hughes powinien również być wielu osobom znany chociażby z nazwiska. To konstruktor, który jest odpowiedzialny za legendarne monitory studyjne LS5/9. Zaprojektował on ten model po to, żeby w każdych warunkach brzmiał podobnie, mógł być przenoszony z jednego miejsca do drugiego, a przy okazji żeby dawał dokładnie taki sam, pełny, referencyjny dźwięk. Po zaprzestaniu produkcji oryginalnych skrzynek, które powstały na potrzeby BBC, wiele firm starało się stworzyć swój własny wariant. Oczywiście nie było to możliwe, chociażby z powodu zaprzestania produkcji oryginalnych przetworników.


Jednym z takich producentów jest angielski Graham Audio. To firma, która ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie na rynku profesjonalnego sprzętu audio. Jednakże w odróżnieniu od innych, ludzie pracujący w Graham Audio za wszelką cenę chcieli przenieść dziedzictwo kolumn LS5/8 i LS5/9 możliwie tak wiernie, jak tylko się da. Co więcej, wspomniane kolumny w wydaniu tej angielskiej manufaktury są wykonane w takiej samej topologii, z takich samych materiałów i prezentują się praktycznie identycznie co oryginalne konstrukcje BBC. Co więcej, Graham Audio za swoją pracę otrzymała licencję BBC. Jest się czym chwalić, wielu próbowało na przestrzeni kilku minionych dekad. Tak naprawdę jedyne elementy, które odróżniają oryginalne konstrukcje autorstwa BBC to kosmetyka.

Wnętrze skrzynek LS5/8 i LS5/9 będzie dla wielu z Was wyglądać znajomo. Dość skomplikowana i przytwierdzona do przedniej odgrody zwrotnica, kondensatory Jantzena czy tunel bas-refleksu na froncie dwudrożnej konstrukcji to tylko niektóre z aspektów oryginalnej konstrukcji, które udało się zaaplikować w produktach Graham Audio. Oczywiście nie zmieniły się również kształt, litraż, podział pasma, materiał tłumiący oraz grubość obudowy. Na wystawie w Monachium można było zajrzeć do środka skrzynek i samemu przekonać się, że firma Graham Audio faktycznie bardzo poważnie podeszła do sprawy. Już po chwili widać, że ma misję do spełnienia, a jest ona prosta: przenieść dziedzictwo najlepszych produktów BBC do dzisiejszego świata.

 

 

 

 

 

 

Polecamy

Moje Audio na facebook
HIGH Fidelity online
WWW.HI-FI.COM.PL - pismo audiofila i melomana
WWW.AUDIO.COM.PL - Video Hi-Fi Hi-End Kino domowe
WWW.AV.COM.PL - strona czasopism specjalistycznych o temetyce audio i video
WWW.HiFi.PL - wszystko o audio
hfc.com.pl
www.audiostereo.pl
Sample Image
soundrebels.com
 
stereolife
 
hifiphilosophy
 
hifiphilosophy
 
hifiphilosophy
 
hifiphilosophy
 
hifiphilosophy
 
hifiphilosophy

 

 
DEALERZY
 
Katowice
 
Audio Styl
 
Pabianice
 
Active Image
 
Lublin
 
Active Image
 
Lubin, Wrocław
 
Active Image
 
Gdańsk
 
Active Image
 
Warszawa
(Goldenote, Lavardin)
 
Active Image
 
 

Gościmy

Odwiedza nas 1 gość
© 2008-2011 www.mojeaudio.pl
Designed by REMI_COM (Remigiusz Gąsiorowski)

Moje Audio - ul. Sudecka 152, 53-129 Wrocław